Text

Magdalena Karpińska’s works create tension on multiple levels: first, there is painting itself, struggling to find its place and well aware of its own materiality. Then there is the pressure imposed by contemporaneity, viewing painting as an anachronism, which has lost all its ability of delivering a concept. Her use of the traditional technique of egg tempera and the choice of sophisticated formal tools emphasize the status quo of painting perceived as a purely visual phenomenon. It is easy to feel safe in the world which can be accessed sensually, but Magdalena Karpińska’s work slips out of such a preconception. Her paintings are equally influential both in terms of their visual reception and with respect to the sincere, extraordinary stories they tell about the perception of time or the way our origins make up part of who we are.

Krzysztof Furtas

MARIKA ZAMOJSKA
EYE/STARTER GALLERY/2015

The Magdalena Karpińska exhibition addresses issues related to visual perception, optics and the relationship between symbols and their meaning. The main motif of the paintings is a natural world, with the main inspiration being the complexity of natural and physical phenomena. Although Karpińska’s works are filled with the spirit of the Renaissance, her thinking about form and her balancing on the edge of abstraction and representation is purely modern.

The eye in the title is the organ that makes vision possible, i.e. detecting a range of electromagnetic radiation and the direction of light. It becomes the point of departure for reflection on emotional responses, the sensation of beauty, as well as a reference to the spiritual symbolism of the particular 15th-century Italian painting. Karpińska’s method could be called flatten-and-cut, as it consists of a selection of detail (often abstracted from a historical painting), working on it at a formal and intellectual level. The process results in a painting with the characteristics of a rebus, a visual puzzle.

The latest of Karpińska’s paintings blur the boundary between looking, watching and reading. On one hand, her works function at a level of reception associated with the psychology of vision and knowledge of the history of Western European paintings, while on the other hand the artist tries to go back to the basics of forming images, referring to perception through a prism of pure visuality.

MARCIN KRASNY
LASTING THINGS/CENTRE OF CONTEMPORARY ART UJAZDOWSKI CASTLE/2012

For Magdalena Karpińska the past is now, just further. The poetics which she uses; the aesthetics of yellowed photographs, old paintings and hand-written memoirs, do not belong to some “something, somewhere,” but are thoroughly contemporary. Thus, in her paintings there are numerous references to motives known only by her family, inherent in the personal history of her family, present in the photos of the private albums. Hence the titles of the exhibitions, which are quotes from diaries or from the publications of her ancestors. Karpińska’s paintings were created using the labor-intensive technique of egg tempera, popular before the discovery of oil painting. Instead of using ready paint, based on artificial emulsion, the artist herself grates yolk with pigment. Early renaissance painting theorist Cennino Cennini taught: “If you put a thick layer of tempera, the paint will quickly crack and break off the wall,” hence the reason why Karpińska chisels each image thoroughly, by putting more than two coats of paint on daily, while simultaneously working on several canvases. The most important thing for her is materiality, objectivity, and the durability of the work. As she says: “Precisely in this, the subject differs from the idea – requiring the bearing of responsibility for a particular decision. There are so many brilliant ideas, that I can not keep up with them in delight. ”

MAX CEGIELSKI/ ZA CZARNĄ KOTARĄ
NIE TAK SRZYŻONO SZPALERY/CZARNA GALERIA/2011

“Straszna atrakcyjność tej wystawy to mierzenie się z lękiem przed ciemnością, tajemnicą, lasem, w którym po zmierzchu można zgubić drogę, ale też strachem przed tym co ładne, przed malarstwem, które jako medium może przerażać tym, że jest tak estetyczne.” – Magda Karpińska

W latach dziewięćdziesiątych stawaliśmy na przeciw czerwonej kotary z filmów Davida Lyncha. Na szczęście Karpińska urodzona w 1984 nie podglądała przez dziurkę od klucza serialu “Twin Peaks”. Znikają więc psychoterapeutyczne fotele, muzyka i karły, artystka unika śmiesznej wzniosłości. Sowa, którą poznaliśmy już na pocztówce prezentującej wystawę “Nie tak strzyżono szpalery” nie widzi ociekających seksem, krwią i kokainą tajemnic jak w “Ogniu krocz za mną”. Ciemne lasy z tej wystawy i tak zmuszają do oswajania się z wieloma lękami. W Czarnej płótno z sową należy do jednej z wielu serii ekspozycji, w tej “animalnej” jest też: piesek niebezpiecznie kojarzący się z nietoperzem, oraz z inny obraz: wygłodniały ptak otwierający dziób. Na delikatną wskazówkę do analizy lasu, parku i ich mieszkańców natrafiamy na klatce schodowej starej warszawskiej kamienicy, gdzie przed wejściem do galerii namalowany jest: grzyb czy też narośl? Tak wygląda po zmroku, dopiero punktowe światło zaświeca oczy czającej się małej bestii. Za dnia widzimy, że patrzy się na nas aż zbyt miły i sympatyczny lisek.
?Te obrazy mają to do siebie, że czasem z daleka są ładne, przyciągające, ale z bliska są straszne. Albo odwrotnie…?
Nic nie jest tym, czym się wydaje, jak u Lyncha, ale żeby obejrzeć opowieść Karpińskiej trzeba odrzucić postmodernistyczny bagaż. Czarna kotara, w przeciwieństwie do czerwonej jest elegancka: dyskretna i powściągliwa. W Czarnej znajdziemy nie wytrychy, lecz raczej możliwości zerknięcia za zasłonę, przez uchylone lekko drzwi lub skrzypiące bramy. Z sufitów galerii odpadł tynk, stiuki wokół pokoi i nad piecem są tylko powidokami przeszłości. Czarna kotara na ścianie nie zamyka perspektywy, otwiera przestrzeń na inną rzeczywistość, podpowiada, że to nie koniec, ledwie początek, tak jak każdy z wiszących na niej obrazów. Ptak umieszczony pomiędzy płótnem z ciemnym lasem ( zza pni ledwo przeziera światło ) i krzakiem, dziwnym właśnie dlatego, że bezpośrednim i jakby wyjętym z podręcznika ogrodnika.
Sam tytuł wystawy mógłby być cytatem z odnalezionej na strychu pallazzo instrukcji przycinania żywopłotów. Jednak Magda Karpińska odrzuca nie tylko postmodernizm lat dziewięćdziesiątych, ale także dosłowność współczesności. Czuje, że pisarze paradujący w cylindrach nie pasują do krytycznego XXI wieku. W czasach manifestów “Stosowanych sztuk społecznych” czy “Neoawangardy” nie wypada podpierać się laseczką. Malowanie wymaga dziś sporej odwagi, takiej jak wkroczenie do ciemnego lasu, ale artystka nie chce edukować ani uświadamiać.
?Dużo dziś malarstwa tak dopowiedzianego, że nie ma wątpliwości o co chodziło autorowi. Dominują więc szybkie interpretacje, a do moich prac trzeba czasu. Trochę się przybliżyć, trochę oddalić, przyzwyczaić oko do tych kolorów, do techniki. Moja praca jest czasochłonna i wymaga też czasu od odbiorcy, musi go trochę poświęcić. To pewien luksus, bo mało kto ma dziś czas, ale wydaje mi się to konieczne.?
W pierwszej chwili mam wrażenie, że artystka chce odrzucić całą współczesność. Na kolejnych ścianach, obok kotary wyznaczającej centrum ekspozycji, powraca przyroda. Nie dżungla, ani osiedlowy park, w którym łatwo zacytować dziedzictwo zardzewiałymi modernistycznymi drabinkami dla dzieci. Nie ma ziomali na ławkach, nie unosi się dym blantów. W galerii Czarna oglądamy ciemny las i jego mieszkańców, którzy choć straszni, sami boją się wejść do parku rozciągającego się na skraju. Ten, choć zapuszczony i na w pół zdziczały nosi wciąż ślady pracy ogrodnika, który równo ciął szpalery aby uzyskać efekt francuskiego stylu sprzed wieków, geometrii i porządku pełnego znaczeń.
Jeśli pojawiają się tu ludzie, to zamiast komiksowej banalności codzienności spotykamy grupę mężczyzn jak z archiwalnej, rodzinnej fotografii. Twarze są jednak niedokończone, niejasne, zamazane, ważniejszy jest gruby pień drzewa za nimi i zieleń wokół. ?To drzewo być może gdzieś wciąż stoi, choć sami ci ludzie już zniknęli dlatego na obrazie stają się duchami, zostaje przyroda. Nie wchodzę w szczegół, chodzi o działanie kolorystyczną plamą. Za tymi obrazami zwykle kryje się historia… ? ? ale nie ujawniajmy jej detali, skoro cały czas wisi czarna kotara a artystka robi tak wiele aby uniknąć dosłowności. Zanurzanie się w biografię autorski czy przypinanie kuratorskich wytłumaczeń obok ram byłoby wbrew eleganckiemu duchowi wystawy, wbrew dystyngowanej powściągliwości w obnażaniu tajemnic.
?To są zjawiska, które teraz zanikają, co nie znaczy że tęsknię za nimi i umartwiam się, ale mam ochotę je pokazywać. Brak dosłowności moich obrazów też jest elegancki. To nie jest moja ucieczka przed współczesnością, tylko właśnie propozycja na dziś. Nie maluję świata, którego już nie ma, to dla mnie jest współczesne i aktualne. Płaskie, stare, pociemniałe malarstwo jest w moim życiu swojskim elementem codzienności, dlatego namalowałam ten ciemny portret mężczyzny, jako hołd. Kiedy zobaczyłam taki stary portret odnowiony to strasznie się zawiodłam, bo ta ciemność starości, ale też moich płócien nie wydaje mi się smutna. Chciałam tutaj wskazać na estetykę, na przeszłość, nostalgię, ale nie powierzchowny hołd, dla starego-dobrego vs. nowe-złe.?
?Straszna atrakcyjność tej wystawy?, jak opisuje ją Karpińska, jest dodatkowo wzmocniona techniką malarską, której używa. ?Straszą tematy płócien i sam fakt obcowania z malarstwem, tworzonego w dodatku przy użyciu tempery jajowej i poruszające temat przeszłości i natury.? To wielopoziomowa konstrukcja lęków i fobii ponieważ w pracowni można położyć codziennie tylko dwie warstwy farby, wybranej przez autorkę.
?Inaczej wszystko popęka. Najpierw warstwa kryjąca, dopiero potem laserunki, półprzejrzyste warstwy. Ja tych kładę dużo, zmieniam nimi obraz, ale muszę to wcześniej mieć ustalone. Od paru lat myślę i widzę warstwami kolorystycznymi, szarość, błękit paryski, na to fiolet, wreszcie laserunkowa czerń. W temperze jajowej podoba mi się jej płaskość i brak faktury. Po pół roku polimeryzuje, jest twarda, jak stare tradycyjne malowidła religijne. Pigment uciera się z jajkiem, z żółtkiem, ale kolory pozostają chłodne. Technika narzuca mi wolne tempo więc maluję po 2-3 obrazy na raz.?
To kolejny z powodów, dla których obrazy od razu układają się w serie, pasują do siebie, tworzą zestawy znaczeń. Ciężka, fizyczna praca młodej malarki kojarzy się z mistycznym podejściem pierwszych, klasztornych autorów ikon czy fresków. Wymaga cierpliwości, spokoju i namysłu, o który trudno dziś w czasach szybkiego, transowego migotania powiadomień na facebooku. Karpińska wymaga od widza tego samego, co sama mu oferuje.
“Uważam że obraz musi być świetnie przygotowanym materialnym przedmiotem wysokiej jakości. Sama przygotowuję blejtramy, naciągam płótno, robię grunt. Nie idę kupić gotowego do sklepu. Muszę zrobić odpowiedni grunt do tempery. Ucieranie go w moździerzu, szybko, żeby się nie zważył. Żelatyna, pokost lniany, pigment biały albo szary, wielokrotnie mi się psuł i wszystko było do wyrzucenia. Więc samo przygotowanie płócien do malowania trwa u mnie tydzień, robię całą serię więc muszę już wiedzieć w jakich formatach chcę malować, mieć jakąś wstępną koncepcję, muszę planować, przewidywać. Gdybym nagle wymyśliła sobie format i kupiła go w sklepie to temperę jajową można potem zetrzeć palcem jednym ruchem. Kolejne warstwy farby muszą się ze sobą dobrze połączyć. ”
Jeśli tak, to ma prawo oczekiwać, że poświęcimy dłuższą chwilę na wpatrywanie się w jej tajemnice, a potem nie wrzucimy ich szybko do sieci. Obrazy malowane temperą jajową trudno nawet dobrze sfotografować więc mroku lepiej nie lizać przez szybę internetu. Ciemny las najlepszy jest na żywo lub w domu, o czym mogli się już przekonać kolekcjonerzy, którzy między innymi tę właśnie pracę kupili. Teraz muszą zastanowić się nad zawieszeniem czarnej kotary na ścianie. Malarstwo Karpińskiej podporządkowuje sobie widza, wciąga jak kiedyś “Miasteczko Twin Peaks”.

AGNIESZKA JANKOWSKA-MARZEC
6TH YOUNG TRIENNAL/CRP Orońsko/2011

Magdalena Karpińska shows in Orońsko her work titled Slept through the Winter, consisting of five pictures. Looking at them, we seem to be experiencing ambivalent feelings, on the one hand a hypnotizing attraction by these perfectly painted canvases, on the other hand of discomfort and tension evoked by the world she ‘conjured up’ for us, world whose existence we would rather forget about. What is the medium of uneasiness is the nature she has painted, the forest – dark and mysterious, a raven of unnatural size, a deserted nest, animal fur spread between bushes, all frozen motionless. It is also emphasized by the setting: the five ,small pictures were hung against the backdrop of a huge stretch of brown fur. Encouraging the viewers to come closer, to immerse their hands in the soft coat, to stroke and hug it, to spin fantasies about it’s cosy warmth, the viewer simultaneously realizes its size, partially vanishing in the darkness, suggesting that it may have belonged to an animal much larger than ourselves. Similarly, the palette of colours the young artist uses: subtle grey, green and subdued brown, as well as the egg tempera technique she used, which caused that her paintings are characterized by ideal smoothness, it all enhances the impression that her painting we encounter ‘ something’ unknown, exceeding the experience of everyday existence. We may be surprised by the egg tempera painting, which was used by artists in distant past but now is a forgotten technique requiring precision and patience. Yet, this is a most conscious choice, which is not supposed to be an empty show of her technical skills or the conservator-like attempt to match the techniques of all masters, but first and foremost, an invitation to spin reflections on the nature of painting. Is treating a painting like a material object providing us with aesthetic experiences anachronistic today?